Jakieś niecałe trzy tygodnie temu udało mi się zrealizować jedną rzecz, która zawsze chodziła mi po głowie. Czyli odwiedzić jakiś kultowy zakład, czy fabrykę sprzętu. Będąc na wywczasie w zasięgu do wyboru miałem Mesa B, Bogner i Fender.
I po krókim researchu Fender w Coronie był absolutnym faworytem, ponieważ, jako jedyny organizował Tour de Fabryka. Później nie miałem już czasu na jazdę do innych, zresztą i tak pewnie bym tylko pogadał z jakąś sympatyczną panią na recepcji Bognera czy Mesy i na tym by się skończyło.

Corona to co innego, a w szczegółach...:

Visitors Center
Całość fabryka i Vistors Center znajduje się w parku przemysłowym około 1h - 1.30h jazdy z Los Angeles na południowy wschód - w kierunku meksyku. Jest to nowoczesny park, bardzo zadbany i fajnie zrobiony w porównaniu z naszymi. Z tego co wylukałem mają dwa budynki. W pierwszym jest Vistors Centre i magazyn, w drugim fabryka.

Wejście wygląda tak:
Dodaj obrazek

W środku na VC jest parę "ciekawych" eksponatów (ciekawe ile kosztuje ta gablotka?): :)

Dodaj obrazek


Gita Henia była tylko czasowo
Dodaj obrazek

niestety nie można było pograć na tym... :)

Ich pierwsze instrumenty i prototypy Leo

Dodaj obrazek

ciekawostka, że pierwszy burst ever to owy prototyp jazzmastera, o ile mnie pamięć ni myli z 1958. Jak można się spodziewać burst to ich hitowe wykończenie wszechczasów i najwięcej sprzedali właśnie burstów



Tutaj historia produkcji modeli ciekawie opisana
Dodaj obrazek

z ciekawostek, pierwszą gitarą z podwójnym wycięciem czyli pierwowzorem wszystkich stratów, superstratów i pochodnych wszystkich wynalazków (czyli w sumie kształtu gitary elektrycznej za wyjątkiem LP) był... precel, czyli preciscion bass:) Jak piszą był to niemniej rewolucyjny instrument niż pierwsza gita solid body i zmienił muzykę w niemniejszym stopniu.



Było też parę "ciekawych" customów:
Dodaj obrazek

Dodaj obrazek


Ta była ubezpieczona na 1.000.000 USD: ...ale musi brzmieć... :)
Dodaj obrazek


Nie mogłem nie skorzystać z tego zaproszenia
Dodaj obrazek
ale powiem, że bez sukcesu. Utwierdziłem się tylko, że wydmuszki nie dla mnie i jazzmaster z sygnaturą gostka z QOTSA tylko ładnie wygląda. Fajna salka bo mieli chyba wszystkie ich wzmaki i dużo różnych git, przez większość czasu byłem sam w salce także można bez obciachu pograć :)


W centrum ma swój warsztacik ten pan - David M.
Dodaj obrazek

i oferuje coś co się nazywa American Design. Czyli wybieramy sobie dowolne komponenty z american standrdów a on je dla nas składa. Cena gitar w zależności od komponentów oczywiście, ale mówi że kształtują sie miedz Am Std a CS. Jakby ktoś chciał mam jego wizytówkę, także można napisać/zadzwonić choć cały fun to wziąć do ręki te części i dopasować.

Do wyboru do koloru:
Dodaj obrazek
Strat z hebanem... brrr:)

korpusiki...
Dodaj obrazek



No i w końcu
Fabryka Tour.
Dwa razy dziennie w VC organizowana jest wycieczka po fabryce. Polecam być z rana o 9.00, żeby móc się zapisać na tour - są o 10.00 i 11.30. Moja grupa miała 18 osób, późniejsza 23. Mamy mega śmiesznego przewodnika, który składał gitary przez 30 lat. Łazi ze słuchawką z mikrofonem, a my chodzimy za nim w słuchawkach (bez mikrofonu: ) ). Ponieważ nie jest to muzeum tylko chodzimy między działającymi maszynami, nie wpuszczają dzieci do 9 lat i w niepełnym obuwiu (także polskie sandały ze skarpetkami odpadają... damm it:) )

Fabryka produkuje zwykle około 300 gitar dziennie.

Budynek fabryk (cały mi sie nie zmieścił :) ma na moje oko jakieś 35.000 m2:
Dodaj obrazek


Dział mechaniczny (ten rozmyty to nasz przewodnik)
Dodaj obrazek

Tu robią całe żelastwo do gitar (chyba tylko za wyjątkiem kluczy) i co ciekawe robią tylko tu. Czyli zawożą to też do fabryki w Meksyku. Mówią, że między fabrykami jest 4h jazdy (gdyby ktoś nie widział California graniczy z Meksykiem;) ). także osprzęt MIM i MIA jest ten sam.

Dodaj obrazek


Przez ręce tych trzech pań przechodzą wszystkie pickguardy i płytki - 600 sztuk dziennie, też ślą do Meksyku
Dodaj obrazek


Wreszcie "tam gdzie robią gity" :) - wycinanie gryfów
Dodaj obrazek

Jedyna część fabryki która jest zautomatyzowana to właśnie wycinanie gryfów i oraz częściowo lakierowanie (chyba podkład nakładają roboty). Twierdzą, że nie tylko szybciej to można dzięki temu robić, ale przede wszystkim dokładniej. I kluczowe połączenie gryf-korpus jest jego zdaniem robione teraz lepiej niż kiedyś. Oczywiście cała obróbka drewna potem, wyoblenia etc ręcznie.

Tu panu zadałem pytanie o różnicę między gryfem "quartersawn" a zwykłym. Sam się prosił :)... zajęło mu to jakieś 10 minut, a mógł po prostu powiedzieć, że słoje są w poprzek deski:) Tak na serio to wytłumaczył że z pniaka mają 2 deski qurtesawn około 10 niequrtersawn. Mówi że można dostać z pniaka np tylko 6 desek quartersawn (gdyby gwieździście ciąć), ale straszne marnotrastwo drewna, a jego zdaniem nie ma różnicy.
Dodaj obrazek

Robił sobie jaja ogólnie. Oczywiście padło pytanie co to za kolory na deskach. A on: "te jasne jest słabsze także odsyłamy do meksyku, a te ciemne zostaje u nas".... potem w śmiech i mówi " wyobrażacie sobie co by było gdybym tak powiedział?" I mówi, że lubi sobie robić jaja, ale musi uważać na każde słowo bo przyjeżdżają blogerzy, jutuberze i inni -erzy i potem idzie w świat, fora etc.
Zresztą na początku spytał grupy, czy są jacyś blogerzy/dziennikarze i był japończyk i niemiec. Ustawiał ich na końcu i darł z nich łacha. Jak niemiec zrobił fotkę ścinkom to tekst do słuchawek : " o, pan niemiecki bloger, robi dokumentację jak szkodliwa dla środowiska jest nasza fabryka" :)
Potem opowiedział ciekawą historię, że nie mają prawie w ogóle odpadów, a np uszkodzone korpusy tną i utylizują. Mówił, że parędziesiąt lat temu, jak był młodym chłopakiem razem z innym chodził na wysypisko i zbierał części. Można było wszystko znaleźć; gryfy, korpusy, osprzęt. To wszystko potem trafiało do gitar albo na rynek. Później fender poszedł po rozum do głowy i zrozumiał, że to prosta droga do psucia marki. I zaczął utylizować i ogrodził śmietnik wysokim płotem:)

Dalszy etap produkcji
Dodaj obrazek



Pan mówi jak wybierają wykończenia. Tutaj ładny flame Ash, mówi że na deluxa telacza by się nadał i pokazuje jak by go pociął. Oczywiście powiedział że flame tak samo brzmi jak nieflame, ale jest rzadki i ładny stąd cena. Mówi, że taka deska kosztuje około 20$, taka sama z flame'em 120$...
Dodaj obrazek


A mają z czym próbować :)
Dodaj obrazek




Korpusy (przyszłe)
Dodaj obrazek



Produkcja korpusów
Dodaj obrazek

Obróbka korpusów (jak widać wszystko ręczna robota)
Dodaj obrazek


Dodaj obrazek

Tak się suszą :)
Dodaj obrazek

Dodaj obrazek

Polerowanie lakieru
Dodaj obrazek


Tutaj montaż elektroniki
Dodaj obrazek


i wreszcie: 3 zespoły montażystów oni skłądają do kupy i "ustawiają" wiosło, także jak ktoś chce komuś nakopać to im :)
Dodaj obrazek

Sprzęt przychodzi do nich w takiej formie (pickguardy z elektroniką oddzielnie)
Dodaj obrazek


i produkt gotowy... :) :
Dodaj obrazek


Przez Visitors Centre można się umówić "po znajomości" na zakup prosto z fabryki. Robią, tak raz/dwa w tygodniu i jak się umówisz można przebierać we wszystkim co mają na magazynie. Bardzo pan polecał :) twierdził, że związek ze świeżą gitarą kupioną przez pakowaniem i rozpakowaniem to inna sprawa;) podobno jest też taniej


Pan polecał tego stata z palisandrowym gryfem - właśnie wypuszczają limitowaną serię - tylko 500 sztuk. Dobra inwestycja:) choć w Polsce jak coś nie jest burstem z palisandrem to bez dużego upustu potem nie sprzedasz:)
Dodaj obrazek

Dodaj obrazek






Baaaardzo wesoły dział Charvela
Dodaj obrazek
wszyscy jak jeden mąż grają w kapelach metalowych i nawet odwalili mały shred dla nas:) Fajne chłopaki


no i wyczekiwany krem kremu czyli Custom Shooooop
Dodaj obrazek


Dodaj obrazek
jak widać dość mały warsztacik. Ze względu na rozmiar nie wpuszczają do środka.

Dodaj obrazek

Z ciekawostek Pan przynosił i pokazywał ciekawe okazy. Np złotą gitarę (druga na stojaku) - oklejana płatkami złota. Nie zdradził kto jest klientem, ale powiedział, że na tę gitę pani czeka 2 lata i tyle trwa proces robienia customa na zamówienie mniej więcej. Też dość niepochlebnie żartował sobie z ludzi kupujących relic'i... ale uratował swoją szczękę następnym zdaniem trzymając obdartego relica, że jednak lepiej brzmią te konkretnie obdarte z lakieru. Deska się mniej tłumi:) Mój nie ma w ogóle lakieru z tyłu gryfu i mimo, że nie chciałem relica to kupiłem go bo po prostu brzmiał lepiej. .... pan powiedział poklepał mnie po ramieniu powiedział, że mnie rozumie:)


i tyle, koniec wycieczki:) Nic nie kupiłem ...znaczy wiesła.
w VC mają całkiem sporo gadżetów różnych. ja Kupiłem kostki celulojdowe które lubię, fajną koszulkę i ściereczkę "taką ściereczką nasi pracownicy polerują i czyszczą gitary przez zapakowaniem" :) rzeczywiście mięciutka i gruba... i ma logo fender;)